RSS
RSS

Przygotowanie mobilnego biura do podróży

Napisany przez: Paweł Chojnacki - ARK Consulting

 

Latem coraz częściej myślimy o wyjazdach. Tych typowo wakacyjnych, na których próbujemy choć na chwilę uciec i oderwać się od spraw firmowych, lub też kilkudniowych, w czasie których nie można sobie pozwolić na zupełny rozwód z pracą i obiecujemy sobie, że w innej scenerii napiszemy zaległy raport. Te podróże, a także delegacje, często zmuszają do upchnięcia w torbie podróżnej laptopa oraz związanych z nim akcesoriów.

Skoro już zabieramy ze sobą biuro, bo takie są dzisiejsze realia – spróbujmy pomyśleć, jak najlepiej wykorzystać ten dodatkowy bagaż. Brak wcześniejszego przygotowania może spowodować, że będą to tylko niepotrzebne kilogramy, koszt i kłopot.

Zastanawiając się, jak podzielić zagadnienia związane z użytkowaniem komputera z dala od domu czy biura – doszedłem do wniosku, że zasadnicze kłopoty (spośród tych technicznych) są tylko.... dwa. Jakie? Według mnie, pierwszy i najważniejszy to zasilanie, czyli wszystko co potrzebne, aby nasze urządzenie działało. Drugi to łączność, komunikacja – to, co niezbędne, aby móc w innym mieście czy kraju odbierać e-maile, przeglądać strony www czy logować się do sieciowych systemów firmy. Poradzenie sobie z pierwszym problemem (w niektórych egzotycznych miejscach to spory sukces) pozwoli nam swobodnie korzystać z wszelkich zgromadzonych na dysku naszego komputera danych, książek adresowych, archiwów maili czy innych zapisanych informacji (dyski dzisiejszych komputerów bywają ogromne). Zapewnienie komputerowi połączenia z internetem umożliwi zaś znalezienie odpowiedzi na wiele pytań, jakie mogą pojawić się w czasie pobytu z dala od macierzystej placówki, umożliwi kontakt ze współpracownikami czy rodziną, słowem – da dostęp do zasobów, których nie „zabraliśmy z sobą”.

Zasilanie podczas wyjazdu

Z hasłem „zasilanie w podróży” kojarzy mi się dość natrętna myśl. Od kilku lat Polska oraz wiele krajów dawnej Europy wschodniej należy do grona państw Unii Europejskiej. To znaczące rozszerzenie granic zjednoczonej Europy pozwala na swobodne podróżowanie bez wielu dotychczas kłopotliwych formalności. Niestety, Europa jest zjednoczona, ale standardów sieci energetycznej nadal sporo, a im dalej od naszego kraju – tym więcej niespodzianek. Sposobem na zminimalizowanie tych kłopotów może być zapobiegliwość oraz gromadzenie... niektórych gadżetów. Jeszcze przed wyjazdem dobrze jest więc na spokojnie obejrzeć zasilacz naszego laptopa. W nowoczesnych konstrukcjach zwykle znajdziemy informację, że urządzenie może bezproblemowo pracować podłączone do sieci energetycznej o napięciu od 100 do 240 voltów, czyli niemal wszędzie. Pozostaje problem podłączenia do gniazda w ścianie; w części krajów (nawet europejskich) wtyczka naszego zasilacza nie będzie fizycznie pasować do występujących tam gniazd. W hotelu lub biurze zagranicznego oddziału firmy możemy wprawdzie liczyć na wypożyczenie dopasowującego adaptera, ewentualnie samego kabelka łączącego zasilacz ze „ścianą” – jednak posiadając własny, jesteśmy niezależni od humorów miejscowego personelu czy niedoboru adapterów w jedynym sklepiku w okolicy. Przy wyborze takiego urządzenia w sklepie, jeszcze przed wyjazdem, radzę zwrócić uwagę na fakt, że czasem do dyspozycji będziemy mieć dość wąskie miejsce na listwie rozgałęziającej – wówczas nie każdy (zwykle dość dużych rozmiarów) travel-adapter damy radę podłączyć. Mając wybór, zaopatrzmy się w model o najmniejszych rozmiarach lub składający się z oddzielnych modułów dla różnych standardów gniazd. Jeśli nasze urządzenie ma na obudowie napis w rodzaju „230V only”, a wybieramy się za ocean czy innego kraju, gdzie normą zasilania jest 110 woltów – najlepiej zadbać wcześniej o wymianę na nowszy, wspomniany już typ potrafiący pracować w zakresie 100–240V. Adaptery zmieniające wartość zasilania 110 na 230 czy odwrotnie są już dziś bowiem dość rzadkie, raczej ciężkie i kłopotliwe w użyciu. Dodatkowym, jakby psychologicznym, atutem posiadania własnego adaptera do gniazd zasilania jest życzliwsze spojrzenie opiekujących się nami osób ze służb technicznych. Łatwiej ktoś pożyczy „cenny” przedmiot nam, widząc że przywieziony z Polski nie pasuje, niż innemu roztargnionemu obcokrajowcowi, który poszukiwania zasilacza/adaptera rozpoczął w momencie gdy jego laptop (zabrany bez żadnych dodatkowych akcesoriów) pokazuje ostatnie 5% naładowania baterii.

Gdy zasilanie służbowego notebooka z zagranicznej sieci energetycznej mamy już opanowane – warto ten sukces wykorzystać: wiele przenośnych małych urządzeń (telefony, dyktafony, nawigacje, terminale blackberry) potrafi używać do ładowania swych baterii zasilania z gniazdka usb w komputerze. Sprawdźmy to jeszcze przed wyjazdem, mały kabelek usb okaże się nieoceniony. Drugim darmowym zasilaniem, które możemy zabrać z sobą i uniezależnić się od miejscowych dziwacznych wtyczek, jest instalacja elektryczna samochodu.


Strona: 1 [2]

« wróć

Szkolenia

O nas Reklama Kontakt Regulamin Współpracownicy Partnerzy Forum